Dziś kolejne cienie z mojej kolekcji - tym razem bez swatchy.
Moja duża paleta cieni MAC. Nie jest pełna, a gdy robione było zdjęcie mieszkały w niej dwa cienie Inglota. Jednak ta para przeniosła się w sobotę do paletki INGLOT.
Ale przechodząc do sedna, paleta prezentuje się tak:
A poszczególne cienie w palecie opisałam na zdjęciu. Przygotowuję też post ze swatchami wszystkich cieni, ale niestety to wymaga trochę czasu.
Są to cienie, który używam praktycznie codziennie. Nad ich jakości i kolorów samych cieni nie będę się tu dziś rozpisywać. Są to moje ulubione cienie, gdyby tylko nie ta cena...
środa, 16 listopada 2011
wtorek, 15 listopada 2011
Kolorkowane inspiracje kulinarne
Gotowanie jest moją chyba największą pasją. Większą od kosmetyków i makijaży. Mam nadzieję, że będę mogła tutaj częściej dzielić się z Wami moimi ulubionymi przepisami. Lubię też dobre książki kulinarne - te starsze mojej mamy, a także te bardziej współczesne: Nigelli Lawson oraz Jamiego Oliviera.
Tam zawszę znajdę ciekawą inspirację na obiad czy deser. Ale tylko inspiracje. Nigdy nie trzymam się twardo przepisów. Bardzo lubię eksperymentować. A Wy macie swoje ulubione książki kucharskie?
poniedziałek, 14 listopada 2011
Pędzle Real Techniques - część II
No i przyszedł czas na drugą część recenzji pędzli sygnowanych przez jedną z sióstr PixiWoo.Posiadam dwa pędzelki do makijażu oka. Psując niespodziankę dalszego czytania od razu powiem, że oba sprawują się bardzo dobrze. I jestem z nich w 100% zadowolona. Wygodnie wykonuje się nimi makijaż, nie wypadają włoski oraz są z włosia sztucznego więc nie tracą miękkości.
Pierwszy z pędzelków to klasyczny do nakładania cieni Base shadow brush. I swe zadanie spełnia dobrze. Wykonany jest oczywiście z syntetycznego włosia. Można nim też rozcierać cienie w załamaniu powieki. Jest zdecydowanie chudszy do MAC 217, ale też całkiem fajnie się nim pracuje!
Drugi z pędzli to Deluxe crease brush. Pędzel używany też przez Kasię Katosu do aplikacji korektora pod oczy. I trzeba mu przyznać, że bardzo dobrze nadaje się do tego zadania. Jest mięciutki, zbity. Dobrze nakłada i rozciera korektor. Ja stosowałam go tylko do korektora MAC Pro Longwear. Nie jestem w stanie powiedzieć jak sprawuje się z innymi korektorami. Wadą pędzla jest jego dostępność - kupić go można jedynie w zestawie 5 pędzli. Pozostałe pędzle z zestawu nie są już tak unikalne. Mam jednak pędzel, który nie jest tańszy od Real Techniques, jest delikatny i też super nadaje się do aplikacji korektora pod oczy. Używam do zamiennie z pędzlem RT. Ale o tym następnym razem. Dziś mogę tylko zdradzić, że mowa tu o pędzlu firmy ELF.
niedziela, 13 listopada 2011
Zimowo zakupowo
Kolorkowana bez zakupów żyć nie może. Zwłaszcza jeśli potrzebuje nowych butów na sezon zimowy. W sobotę postawiłam przygarnąć jedną parę nowych oficerek. Szukałam czarnych, klasycznych, ze skóry naturalnej. Niestety nic odpowiadającego nie mogłam znaleźć. Ceny, wykonanie, krój - zawsze coś mi nie odpowiadało. W ostatniej chwili zakupowej udało mi się wypatrzyć w Deichannie takie oto buciki.
Co prawda są one w kolorze mlecznej czekolady, ale są skórzane, dobrze układały się na mojej nodze i na dodatek kosztowały 239zł. Co bardzo zachęciło mnie do zakupu.
Co warto tu zaznaczyć nigdy nie miałam problemu z reklamacjami w Deichannie, dlatego lubię kupować tam buty codzienne.
Korzystając z zakupowej passy udałam się również do Inglota. Szukałam fioletowego cieniach oraz masła do skórek, o którym czytałam u Magdy (mojakosmetykomania.blogspot.com).
Skończyło się na palecie, 2 wkładach oraz 2 masełkach. Masła rzeczywiście kosztują 2zł sztuka i już po kilku zastosowaniach jestem z nich zadowolona.
Zakupione wkłady to mat 340 oraz perła 446.
W palecie zagościły już wszystkie pozostałe cienie Inglot (czyli całe dwa).
Może w przyszłości dołączą do nich jeszcze jacyś koledzy. Ale na razie Kolorkowana cieni masz dość!
Co prawda są one w kolorze mlecznej czekolady, ale są skórzane, dobrze układały się na mojej nodze i na dodatek kosztowały 239zł. Co bardzo zachęciło mnie do zakupu.
Co warto tu zaznaczyć nigdy nie miałam problemu z reklamacjami w Deichannie, dlatego lubię kupować tam buty codzienne.
Korzystając z zakupowej passy udałam się również do Inglota. Szukałam fioletowego cieniach oraz masła do skórek, o którym czytałam u Magdy (mojakosmetykomania.blogspot.com).
Skończyło się na palecie, 2 wkładach oraz 2 masełkach. Masła rzeczywiście kosztują 2zł sztuka i już po kilku zastosowaniach jestem z nich zadowolona.
Zakupione wkłady to mat 340 oraz perła 446.
W palecie zagościły już wszystkie pozostałe cienie Inglot (czyli całe dwa).
Może w przyszłości dołączą do nich jeszcze jacyś koledzy. Ale na razie Kolorkowana cieni masz dość!
Nowość od Benefit - HERVANA
Produkty Benefit podobały mi się zawsze. Niewiele z nich miałam okazje testować. Wiadomo - są drogie w Polsce, ciężko dostępne, a w sieci łatwo o podróbkę.
I tym razem bardzo spodobał mi się nowy róż tej firmy w nowym opakowaniu.
Kolor może wydawać się troszkę kontrowersyjny i nie pasować do wszystkich karnacji. Mnie strasznie podoba się pomysł mieszania kilku do kolorów. Dzięki temu mamy kilka kombinacji kolorystycznych.
Czy kupię? Pewnie nie, bo produktów do policzków mam już kilka, a coś jeszcze do mnie "idzie". Ale nie mogłam nie pokazać Wam tego cudeńka.
I tym razem bardzo spodobał mi się nowy róż tej firmy w nowym opakowaniu.
Kolor może wydawać się troszkę kontrowersyjny i nie pasować do wszystkich karnacji. Mnie strasznie podoba się pomysł mieszania kilku do kolorów. Dzięki temu mamy kilka kombinacji kolorystycznych.
Czy kupię? Pewnie nie, bo produktów do policzków mam już kilka, a coś jeszcze do mnie "idzie". Ale nie mogłam nie pokazać Wam tego cudeńka.
sobota, 12 listopada 2011
Specyficzne denko
Lubicie dostawać próbki i miniatury produktów podczas zakupów. Bo ja bardzo. Zawsze mogę coś nowego wypróbować przed zakupem. Gorzej jeżeli próbki nie zużywam od razu tylko odkładam do szuflady. Bo w tej szufladzie nazbierało się tego całkiem sporo. Z resztą same oceńcie.
Sprzątając szuflady powiedziałam sobie: dość! Nie ma sensu kolekcjonowanie próbek i miniatur. Kolorkowana i tak jak gdzieś wyjeżdżasz przekładasz ulubione produkty do małych pojemniczków, bo nie chcesz eksperymentować na obczyźnie!
W związku z powyższym przechodzimy do walki z próbkami.
Wrzucam wszystkie do koszyczka. Koszyczek ląduje w łazience.
Cel: opróżnić koszyczek
Termin: jak najszybciej
Warunki: dowolny sposób zużycia; nowe próbki dokładać do koszyczka, nie szuflady!
Nagroda: nowy koralik do Pandory (ale dopiero jak koszyk będzie pusty!)
Relacji z opróżniania koszyka możecie spodziewać się na blogu.
Sprzątając szuflady powiedziałam sobie: dość! Nie ma sensu kolekcjonowanie próbek i miniatur. Kolorkowana i tak jak gdzieś wyjeżdżasz przekładasz ulubione produkty do małych pojemniczków, bo nie chcesz eksperymentować na obczyźnie!
W związku z powyższym przechodzimy do walki z próbkami.
Wrzucam wszystkie do koszyczka. Koszyczek ląduje w łazience.
Cel: opróżnić koszyczek
Termin: jak najszybciej
Warunki: dowolny sposób zużycia; nowe próbki dokładać do koszyczka, nie szuflady!
Nagroda: nowy koralik do Pandory (ale dopiero jak koszyk będzie pusty!)
Relacji z opróżniania koszyka możecie spodziewać się na blogu.
piątek, 11 listopada 2011
Ulubione róże MAC
Dawniej nie uznawałam tego kosmetyku. Dopiero filmiki na youtube uświadomiły jak bardzo róż zmienia nasz makijaż.
Nie jestem fanką mocno podkreślonych policzków, ale nie wyobrażam sobie również makijażu pozbawionego całkowicie różu.
Dla z moich ulubionych róży to produkty firmy MAC. Wiem, że nie należą do najtańszych. Ale są bardzo wydajne, nie można sobie nimi zrobić krzywdy. Efekt jaki dają jest naturalny, dzienny. I taki w 100% mnie satysfakcjonuje.
Lubię też tańsze róże P2, ale to już inna bajka. Dziś chciałam Wam przedstawić moich dwóch MACowych przyjaciół.
Podsumowując - róże MAC uważam za warte swej ceny w 100%. Są dla mnie chyba jednymi produktami MAC, których zakup nie jest dla mnie szaleństwem (cena różu to ok. 80zł, a cienia 60zł). Są bardzo wydajne. Wole mieć 1-2 dobre róże niż pół szuflady produktów, z których nie będę zadowolona.
P.S. Wiem, że na zdjęciach róże wyglądają jak nowe, ale są regularnie używane. Personal Style od 1.5 roku, a Tenderling od ok. 0.5 roku.
Nie jestem fanką mocno podkreślonych policzków, ale nie wyobrażam sobie również makijażu pozbawionego całkowicie różu.
Dla z moich ulubionych róży to produkty firmy MAC. Wiem, że nie należą do najtańszych. Ale są bardzo wydajne, nie można sobie nimi zrobić krzywdy. Efekt jaki dają jest naturalny, dzienny. I taki w 100% mnie satysfakcjonuje.
Lubię też tańsze róże P2, ale to już inna bajka. Dziś chciałam Wam przedstawić moich dwóch MACowych przyjaciół.
Kolega po lewej to róż z limitowanej, niedostępnej (Sic!) już kolekcji w kolorze Personal Style i właściwie jest to bronzer. Kolor bardzo delikatny, nie za pomarańczowy, ani za zółty. Dla mnie idealny. Świetnie można nim budować kolor.
Drugi (ten po prawej) to róż z regularnej linii MAC w kolorze Tenderling. Zakupiłam go pod wpływem postu MizzVintage. I zakup był w 100% trafiony
To też jest delikatny róż, bardziej różowy i tym razem na pewno już nie bronzer. Dla mnie róż ten wygląda na policzkach bardzo elegancko, nie nachalnie.Podsumowując - róże MAC uważam za warte swej ceny w 100%. Są dla mnie chyba jednymi produktami MAC, których zakup nie jest dla mnie szaleństwem (cena różu to ok. 80zł, a cienia 60zł). Są bardzo wydajne. Wole mieć 1-2 dobre róże niż pół szuflady produktów, z których nie będę zadowolona.
P.S. Wiem, że na zdjęciach róże wyglądają jak nowe, ale są regularnie używane. Personal Style od 1.5 roku, a Tenderling od ok. 0.5 roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















