Czerwień Twin Sweater Set była najbardziej wyczekiwanym przeze mnie lakierem w jesiennym zestawie Essie.
Miałam nadzieję, że kolor będzie w stanie zastąpić mój ukochany Limited Addiction. Niestety, to nie do końca ten kolor. Co nie zmienia faktu, że i ta czerwień bardzo przypadła mi do gustu.
Lakier różni się od poprzednio prezentowanego Cashimere Bathrobe. Nie jest tak gęsty i wymagane są dwie warstwy dla uzyskania jednolitego krycia. Nakłada się bardzo dobrze, pomimo starej wersji pędzelka.
Tej zimy zobaczycie go pewnie u mnie jeszcze nieraz.
niedziela, 25 sierpnia 2013
piątek, 23 sierpnia 2013
Cashimere Bathrobe - Essie Fall 2013 - w akcji
Poranne, krakowskie słońce i szybki, trochę za szybki manicure. Wszystko po to, aby zobaczyć jak spisują się lakiery z jesiennej kolekcji Essie.
Pierwsze wrażenia z Cashmere Bathrobe są bardzo pozytywne. Jedna warstwa kryje w 100%, druga jest zdecydowanie zbędna. Lakier jest gęsty, ale nie zbyt gęsty. Nawet stara, węższa wersja pędzelka mi nie przeszkadza.
Zdecydowanie ma ochotę sprawdzić inne kolory. A co tam, dziś go zmyję!
Pierwsze wrażenia z Cashmere Bathrobe są bardzo pozytywne. Jedna warstwa kryje w 100%, druga jest zdecydowanie zbędna. Lakier jest gęsty, ale nie zbyt gęsty. Nawet stara, węższa wersja pędzelka mi nie przeszkadza.
Zdecydowanie ma ochotę sprawdzić inne kolory. A co tam, dziś go zmyję!
Essie Fall 2013 @ Home
Tytuł posta mówi sam za siebie. Cała kolekcja jesienna Essie jest już u mnie. Zaraz pierwszy lakier powędruje na paznokcie.
czwartek, 22 sierpnia 2013
KIKO Generous Earth z bliska
Generous Earth jest moją pierwszą paletką Kiko. Ba, to pierwsze cienie tej marki, jakie posiadam na własność. Pierwsze odczucia są bardzo pozytywne.
Cienie, które znalazły się w moim zestawie można stosować zarówno na sucho jak i na mokro. Tego ostatniego rozwiązania jeszcze nie sprawdziłam.
W zgrabnej kasetce, która nota bene otwiera się dość opornie, znajduje się 6 cieni. Kolorystyka nie jest typowo ziemista, ale są to brązy i delikatne fiolety. Idealne do dziennego makijażu. Tylko jeden cień jest delikatnie perłowy, pozostałe to maty.
Pigmentacja cieni nie jest bardzo mocna, ale dzięki temu dobrze sprawdzają się w codziennym, szybkim makijażu. Ładnie się ze sobą łączą.
Macie ochotę zobaczyć je na oczach?
Cienie, które znalazły się w moim zestawie można stosować zarówno na sucho jak i na mokro. Tego ostatniego rozwiązania jeszcze nie sprawdziłam.
W zgrabnej kasetce, która nota bene otwiera się dość opornie, znajduje się 6 cieni. Kolorystyka nie jest typowo ziemista, ale są to brązy i delikatne fiolety. Idealne do dziennego makijażu. Tylko jeden cień jest delikatnie perłowy, pozostałe to maty.
Pigmentacja cieni nie jest bardzo mocna, ale dzięki temu dobrze sprawdzają się w codziennym, szybkim makijażu. Ładnie się ze sobą łączą.
Macie ochotę zobaczyć je na oczach?
niedziela, 11 sierpnia 2013
Płatki kolagenowe BeautyFace czyli jak skutecznie wyleczyć skutecznie....
W tym miejscu, już kilka dni temu, powinna pojawić recenzja płatków kolagenowych pod oczy w ramach akcji Stop suchej skórze. Jednak nie jestem w stanie takiego tekstu stworzyć. Dlaczego? Po kolei.
Do akcji zgłosiłam się już dawno i sam początek akcji przebiegał sprawie i przyjemnie. Dostawałam mnóstwo maili z informacją o zakwalifikowaniu się do programu i szczegółach akcji. Pewnego dnia (29.07 - poniedziałek) otrzymałam maila, że proces wysyłania został zakończony i recenzję produktu mam opublikować za 5 dni tzn. 2.08. Już wówczas czas na przygotowanie posta wydawał mi się zdecydowanie za krótki, szczególnie w okresie wakacyjnym.
(Nie)wielki problem w tym, że żadna przesyłka do mnie nie dotarła. Z grzecznym więc pytaniem do organizatorów: hęhę, nic do mnie nie przyszło. I uzyskałam odpowiedź, że do mnie list wysłano w czwartek tj. 25.07, listem zwykłym.
List (zwykły!) znalazłam w skrzynce 1.08. No cóż, jak wskazuje pieczątka wysłany 29.07. Płatki (jedno opakowanie, sztuk dwie w nim), opakowane w najzwyklejszą kopertę dotarły w stanie uszkodzonym, co widać na fotce poniżej.
Na mojego kolejnego grzecznego maila otrzymałam odpowiedź, że nadają się do użytku, a to co znajduje się poza płatkiem zostało najprawdopodobniej uszkodzone wysoką temperaturą podczas "podróży"...
Na tym bajka się kończy. Porad marketingowych nie będzie.
Do akcji zgłosiłam się już dawno i sam początek akcji przebiegał sprawie i przyjemnie. Dostawałam mnóstwo maili z informacją o zakwalifikowaniu się do programu i szczegółach akcji. Pewnego dnia (29.07 - poniedziałek) otrzymałam maila, że proces wysyłania został zakończony i recenzję produktu mam opublikować za 5 dni tzn. 2.08. Już wówczas czas na przygotowanie posta wydawał mi się zdecydowanie za krótki, szczególnie w okresie wakacyjnym.
(Nie)wielki problem w tym, że żadna przesyłka do mnie nie dotarła. Z grzecznym więc pytaniem do organizatorów: hęhę, nic do mnie nie przyszło. I uzyskałam odpowiedź, że do mnie list wysłano w czwartek tj. 25.07, listem zwykłym.
List (zwykły!) znalazłam w skrzynce 1.08. No cóż, jak wskazuje pieczątka wysłany 29.07. Płatki (jedno opakowanie, sztuk dwie w nim), opakowane w najzwyklejszą kopertę dotarły w stanie uszkodzonym, co widać na fotce poniżej.
Na mojego kolejnego grzecznego maila otrzymałam odpowiedź, że nadają się do użytku, a to co znajduje się poza płatkiem zostało najprawdopodobniej uszkodzone wysoką temperaturą podczas "podróży"...
Na tym bajka się kończy. Porad marketingowych nie będzie.
sobota, 10 sierpnia 2013
Shopping w DE
Kosmetyczny freak będąc zza zachodnią granicą nie omieszka odwiedzić urodowych miejsc rozpusty. Na moje (nie)szczęście w Niemczech bywam kilkakrotnie w ciągu roku i zwykle wizyta wiąże się też z zakupami.
A gdzie zwykle zaglądam - oto kilka moim ulubionych sklepów i ostatnie (wyprzedażowe w dużej mierze zdobycze):
KIKO - zwłaszcza w okresach wyprzedażowych jest miejscem, do którego warto zajrzeć. Nie jest to moja ulubiona marka, ale -70% kusi zawsze! Tym razem krem spf15, paleta cieni i bogaty krem do ciała. A i jeszcze jeden lakier (ostatnie zdjęcie). Ceny przecenionych produktów nie przekraczają kilku euro, często szminki, lakiery można nabyć za bagatela 1euro.
Oczywiście DM, od którego to miejsca powinna zacząć się ta kosmetyczna historia. Zawsze wracam z zapasem szamponów, odżywek, żeli pod prysznic i innych specyfików marek własnych.
Kolejno oczywiście LUSH, chociaż osobiście kosmetyków tej marki mam niewiele. Zawsze jednak powracam do "wielkiego" szamponu.
I The Body Shop, który odwiedzam odkąd zlikwidowano ten krakowski. Szczególnie, gdy natrafię na outlet tej marki. Tak, są takowe.
Można w nich kupić nie tylko kosmetyki aktualnie dostępne w typowych TBSach w cenach znacznie niższych, ale także te, które producent postanowił już wycofać z regularnej sprzedaży.
Ostatnie zdjęcie to zakupy rozmaite: cień Maybelline Tatoo, w niedostępnym niestety w PL kolorze rose gold, wpomniany lakier KIKO, zapomniana Lady Red P2, liner TBS (prezent do zakupów) i nowe, ukochane jajo Balea.
A gdzie zwykle zaglądam - oto kilka moim ulubionych sklepów i ostatnie (wyprzedażowe w dużej mierze zdobycze):
KIKO - zwłaszcza w okresach wyprzedażowych jest miejscem, do którego warto zajrzeć. Nie jest to moja ulubiona marka, ale -70% kusi zawsze! Tym razem krem spf15, paleta cieni i bogaty krem do ciała. A i jeszcze jeden lakier (ostatnie zdjęcie). Ceny przecenionych produktów nie przekraczają kilku euro, często szminki, lakiery można nabyć za bagatela 1euro.
Oczywiście DM, od którego to miejsca powinna zacząć się ta kosmetyczna historia. Zawsze wracam z zapasem szamponów, odżywek, żeli pod prysznic i innych specyfików marek własnych.
Kolejno oczywiście LUSH, chociaż osobiście kosmetyków tej marki mam niewiele. Zawsze jednak powracam do "wielkiego" szamponu.
I The Body Shop, który odwiedzam odkąd zlikwidowano ten krakowski. Szczególnie, gdy natrafię na outlet tej marki. Tak, są takowe.
Można w nich kupić nie tylko kosmetyki aktualnie dostępne w typowych TBSach w cenach znacznie niższych, ale także te, które producent postanowił już wycofać z regularnej sprzedaży.
Ostatnie zdjęcie to zakupy rozmaite: cień Maybelline Tatoo, w niedostępnym niestety w PL kolorze rose gold, wpomniany lakier KIKO, zapomniana Lady Red P2, liner TBS (prezent do zakupów) i nowe, ukochane jajo Balea.
czwartek, 8 sierpnia 2013
Jamie @ Home
Obok Nigelli Lawson Jamie Olivier jest moim ulubionym autorem książek kucharskich. Nie szaleję wprawdzie za wszystkimi pozycjami tych autorów, ale kilka książek obciąża moją biblioteczkę już od dawna.
Tym razem w ręce wpadł mi Jamie at Home w oryginalnej wersji językowej. Cena to 30 funtów, ale w TK Maxxie pozycja ta wyceniona została na niecałe 60zł.
At Home jest najbardziej osobistą książką Jamiego. Podzielona jest na cztery części odpowiadające poszczególnym porom roku. Przepisy są zróżnicowane, ciekawe, ale niestety jeszcze nie zdążyłam żadnego wypróbować.
Lubicie kuchnię Jamiego?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































