środa, 3 kwietnia 2013

Marcowy ShinyBox

Miało być tak pięknie: urocze różowe pudełeczko, niespodzianka, nowe kosmetyki. Ale tylko miało być...
A więc po kolei: różowe cudo, szumnie zapowiadane przez ShinyBrygadę miało być jedyne w swoim rodzaju. No i skusiłam się, dla zabawy i niespodzianki. Miało być OPI (spodziewałam się miniaturki) i cień Maybelline i inne wspaniałości.
A potem najpierw okazało się, że pudełko zostanie dostarczone dopiero pod koniec miesiąca. Nie mogłam go odebrać - zawartość poznałam w sieci. I gdy trafiło w moje ręce, przez kilka dni nie miałam ochoty nawet sprawdzać co kryje.








Chyba za dużo Ori i Delii?

9 komentarzy:

  1. ja byłabym zadowolona z zawartości, ale nie orientuję się co było w poprzednich pudełkach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też wyjątkowo kupiłam ShinyBox w tym mcu. Mam identyczny skład co Twój.

    OdpowiedzUsuń
  3. hoho , też się w tym nie orientuję. no ale Delia czy Oriflame to powszechne, a wiem że SB skrywają czasem większe wspaniałości:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie lubie kupować kota w worku, więc nigdy się nie skusiłam. Wydaje mi się, że tym razem sie nie postarali jak za taką kase.
    No i faktycznie ich domena niby to drogie, ekskluzywne kosmetyki bądź ich próbki a nie powszechne i tanie: Celia czy Oriflame, oczywiście nic nie mam do tych firm, ale do Shinybox nie pasują. W ogóle wydaje mi się, że to jakaś ściema z tym Shinyboxem, a kosmetyki będą co raz tańsze dawać i naciągać tylko ludzi;(

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam marcowe pudełko, jedynie z lakieru nie jestem zadowolona, bo brzydki kolor mi się trafił.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce jest idealne na brak Twojej reklamy!